Blog

Na moich indywidualnych lekcjach nie wychodzimy ze strefy komfortu, robimy tyle ile się da. Jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie dla wszystkich zajętych dorosłych, którzy chcę szybciej czytać, ale i dla dzieci z trudnościami w czytaniu - bo im jest się bardzo trudno dopasować do wymagań szkoły, a najczęściej muszą próbować. Dlatego to, że u mnie na zajęciach mogą funkcjonować bardziej po swojemu jest dużą ulgą.

Dlaczego to lubienie jest ważne? Dlatego, że nie muszę przekonywać uczniów do podjęcia aktywności. Kiedy proponuję ćwiczenie, to jest ono chętnie wykonywane. Po prostu.

Nawet jak czytanie w końcu wskoczy, to lęk i agresja zostaną. Więc może i moja specjalizacja jest wąska, ale na ucznia i uczennicę zawsze patrzę szeroko, całościowo. Zastanawiam się co zrobić, by pomóc z czytaniem, ale też co zrobić z przekonaniami, jakie mógł lub mogła obrosnąć w toku edukacji, z czego wynika zniechęcenie, wycofanie, unikanie, złość. I przede wszystkim jak wesprzeć dziecko tworząc atmosferę, w której poczuje się bezpiecznie. A później to robię.

Zaczynamy od tego, że dobieramy odpowiedni poziom trudności tekstu do ćwiczeń. Dobieramy odpowiednie ćwiczenia, budujemy zrozumienie: stabilną podstawę, z której możemy się odbijać. Przy poznawaniu nowych ćwiczeń potrzebne jest zaufanie, chociaż ja staram się, żeby proces był też przyjemny.

Zarówno dorośli, jak i dzieci bardzo często wychodzą z założenia, że podczas szybkiego czytania powinni odczuwać pośpiech czy zwiększony wysiłek. Tak jak przy bieganiu, żeby przyspieszyć, trzeba docisnąć.

Kiedy w końcu trafimy na ćwiczenie, które jest dobrą zabawą i książkę, która jest interesująca, to postępy są błyskawiczne, widać je czasem nie tylko z tygodnia na tydzień, ale dosłownie z dnia na dzień.