Szybko czytaj dla zwierzaków

Było jeszcze przed 7. rano, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Długi i głośny. Otworzyłam oko, spojrzałam na zegarek i uznałam, że niezależnie od tego co to za sprawa, nie jest dla mnie tak ważna jak sen. Zamknęłam oko. Ale dzwonienie rozległo się ponownie i brzęczenie w uszach zawtórowało dźwiękowi dzwonka, więc zwlokłam się z łóżka. Biegałam po mieszkaniu w poszukiwaniu ubrania przy akompaniamencie dobijania się do drzwi.

Szarpnęłam klamkę gotowa na konfrontację i udzielenie reprymendy każdemu, kto uznał za stosowne zakłócać świętość mego wypoczynku. Ale kiedy zobaczyłam, kto czekał za drzwiami zdębiałam, a całe moje poruszenie wyparowało.

Za drzwiami stała sąsiadka trzymając na rękach… moją kotkę! Moją niewychodzącą kotkę, kanapowca, Rambeczkę, która w żadnym wypadku nie powinna znaleźć się poza mieszkaniem. A jednak, jak się okazało, musiała prześlizgnąć się pod nogami, kiedy wracałam do domu poprzedniego wieczora.

Nie mam (a raczej, nie miałam) w zwyczaju robić kociej inwentaryzacji po przyjściu do domu z szacunku dla kocich spraw (obecnie to się zmieniło, przed każdym wyjściem i po każdym powrocie nalegam na kocią zbiórkę i odliczanie do dwóch).

Sąsiadka pobiegła do pracy, Rambo pobiegła do miski. Koteczka zachowywała się dziwnie, myła futerko z zawziętością, której wcześniej u niej nie widziałam. Postanowiłam ją obserwować i na wszelki wypadek zaaplikować jej środek przeciwpchelny.

Zabrałam się do pracy, ale cały czas zerkałam na moje stadko. Przez chwilę wydawało się, że wszystko wróciło do normy. Ale nagle zobaczyłam, że Rambo leci ślina z pyska. Podeszłam żeby to zbadać. Ślina się pieniła, dotknęłam kotki by ją przytrzymać i obejrzeć i miałam wrażenie, że jest rozpalona.

Zaczęłam więc w panice wydzwaniać do weterynarzy.

Zajęte. Proszę zostawić wiadomość. By uzyskać połą… Trzęsącymi się rękoma wybierałam kolejne numery z listy, aż w końcu udało mi się połączyć.

Proszę przyjechać, będę miał chwilę za pół godziny. Pojechałyśmy.

W drodze do gabinetu Rambo z ciekawością wyglądała z transportera, miauczała zaczepnie i przestała się ślinić. W gabinecie temperatura była już w normie, źrenice w normie, pyszczek w normie, żadnych oznak zatrucia.

Środek przeciwpchelny. Takie kropelki, które nakłada się między łopatki kota i na kark. Spłynął, bo się poruszyła podczas aplikacji. Polizała się w tym miejscu. Weterynarz powiedział, że gdybym polizała którykolwiek kosmetyk jaki stosuję na skórę też by mi się ślina spieniła.

Nic się nie stało. Ale mogło się stać, bo tak się czasem zdarza, że nasze zwierzaki zjadają coś czego nie powinny. Albo miewają wypadki. Nawet jak ich pilnujemy najlepiej jak możemy. A czasem po prostu chorują.

Mam potrzebę serduszka by takim zwierzakom i im właścicielom pomóc w tych trudnych chwilach. Wymyśliłam więc akcję, która dla mnie będzie marketingiem, a dla zwierzaków i właścicieli pomocą 🤗Co miesiąc będę wybierać jedną zbiórkę zwierzakową i udostępniać 5 godzin mojej pracy.

Jedna lekcja kosztuje u mnie 120 zł. Zamiast płacić mi, wpłacacie min. połowę tej kwoty na zbiórkę (można więcej). Zapraszam osoby, które jeszcze się u mnie nie uczyły, jedna osoba może skorzystać z akcji tylko raz. Dla pomagaczy będę miała też rabaty za dobre serduszko ❤️

Zaczynamy już w sierpniu. Jeżeli chcesz spróbować szybkiego czytania i przy okazji wspomóc zbiórkę to jest akcja dla Ciebie!

Jak wziąć udział:

1.Napisz do mnie i zapytaj czy są jeszcze miejsca.

2. Wpłać pieniądze na zbiórkę, w tytule dopisz: szybko czytam dla zwierzaków.

3. Wyślij mi potwierdzenie przelewu.

4. Umawiamy termin.

5. Zaczynasz oszczędzanie czasu 🙂

W sierpniu wspieramy tę zbiórkę https://zrzutka.pl/leczenie-kociaka-ratowanie-przedniej-lapki

Możesz wpłacić piątka albo dyszkę niezależnie od akcji 🙂 Pomagamy!